rok premiery: 1990
produkcja: USA
scenariusz: William Goldman
reżyseria: Rob Reiner
gatunek: thriller
/ na podstawie powieści "Misery" Stephena Kinga
moja ocena: 9/10
Wiarygodny, mocny thriller, z elementem horroru psychologicznego. Do tego film jest adaptacją jednej z lepszych powieści mistrza horroru Stephena Kinga. Co w Misery jest takiego niesamowitego i unikalnego? Prosta fabuła, atmosfera głębokiej zimy, groza zamknięcia, izolacji i uzależnienia od łaski, bądź niełaski psychotycznej kobiety, która na dodatek ma na Waszym punkcie niemałą obsesję. Brzmi wystarczająco creepy?
ZARYS FABUŁY
Ceniony autor nieszczególnie ambitnych powieści (znany z serii romansideł o Misery) Paul Sheldon ulega wypadkowi. Jego samochód wpada w poślizg i ląduje w śnieżnej zaspie. Z pomocą Paulowi przybywa nieznajoma kobieta, która sprawnie wyciąga go z auta i zawozi do swojego domu. Annie Wilkes okazuje się nie tylko wybawczynią, ale i ogromną fanką pisarza. Poza pielęgniarską opieką mocno kontuzjowanego mężczyzny, czyta jego najnowszą, niewydaną jeszcze powieść. Szybko okazuje się, że Annie nie powiadomiła nikogo o wypadku pisarza, a groza sytuacji wzmaga się w momencie, w którym kobieta ma dowiedzieć się, że seria o jej ukochanej Misery właśnie się skończyła.




CZEGO SIĘ BAŁAM?
Strach to w tym wypadku nie jest odpowiednie słowo. Zamknięcie i odosobnienie, niebezpieczna zimowa aura, nieobliczalne zachowania Annie — to wszystko wzmagało uczucie dyskomfortu, obaw, niepokoju. Napięcie, jakie rosło z każdym wejściem Annie do pokoju, gdzie leżał przykuty do łóżka Paul, było bardzo silne. Potem pojawiały się nerwy, czy Paulowi uda się uciec, czy ktoś znajdzie go w domu tej kobiety.
ŚWIETNY MOTYW
Cały pomysł, jak i wykonanie (rola głównej bohaterki) były znakomite, niemal mistrzowskie. Doskonałe ukazanie psychozy, chorej obsesji. Annie była bardzo ekspresyjną, a do tego silną fizycznie kobietą. King łamie tu pewien stereotyp płci oprawcy.
CZY COŚ NIE WYSZŁO?
Nie. Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń do Misery; co najwyżej taką, że może nie do końca można ją zaklasyfikować do kategorii horroru. Akcja jest raczej wolna, spokojna, nieco familijna. Nic dziwnego, że większość z widzów może pamiętać Misery jako jeden z niedzielnych filmów z przeszłości. Warto jednak wrócić do niego i spojrzeć pod innym kątem.
DLA KOGO TEN FILM?
Dla fanów psychologicznych thillerów/horrorów, jak i dla osób, które cenią sobie dobrą grę aktorską i nie szukają ekscytujących efektów specjalnych. Mimo ich braku, Misery trzyma w napięciu od początku do końca. Ciekawa jest też surowa, zimowa atmosfera filmu.
* okładka na górze wpisu: IMDb
** zdjęcia wewnątrz wpisu: Print Screeny z filmu
