rok premiery: 1991
produkcja: USA
reżyseria: Mark Herrier, Alan Ormsby
scenariusz: Alan Ormsby
gatunek: horror
moja ocena: 4/10
Horror w horrorze to dość często wykorzystywany motyw w filmach strachu. Tworzy swoisty efekt lustra. Na ekranie widzimy bohaterów, którzy boją się horroru, podczas gdy my sami oglądamy horror, którego się boimy. Z reguły to działa, choć niestety nie zawsze. Popcorn jest przykładem czegoś, co nie zadziałało. Tym gorzej, że tu akurat wcale nie chodzi o fabułę. Fabuła jest dobra; drastycznie poległo wykonanie. Twórcy chyba nie zdawali sobie sprawy, że do wystraszenia widza nie wystarczy sama straszna historia, tutaj zestawiona dodatkowo z parodią straszności. Co zatem zawiodło? Czego zabrakło?
ZARYS FABUŁY
Maggie nawiedzają dziwne, powtarzające się sny, w których widzi twarz tajemniczego mężczyzny. Niedługo okaże się, że jej sen to fragment pewnego filmu, do którego dotrze całkiem przypadkiem wraz z przyjaciółmi z wydziału filmowego. Podobno podczas projekcji tego filmu reżyser zamordował swoją żonę i córkę; w kinie zaś wybuchł pożar. Film został zdjęty z ekranu, jednak samego mordercy nigdy nie odnaleziono. Teraz, w tym samym opuszczonym kinie, studenci wydziału filmowego chcą zorganizować noc horrorów. Nie wiedzą, że właśnie tej nocy skradać się na nich będzie straszny morderca, który ma zamiar zrobić własne przedstawienie.


CZEGO SIĘ BAŁAM?
Nie wiem, czy "strach" to w tym wypadku dobre określenie. Zamiast strachu wybrałabym wstręt. Twarz mordercy, który czyha na swoje ofiary gdzieś w zakamarkach starego kina, jest obrzydliwa, choć pajacowatość jego osoby zabija i wstręt, i strach, zamiast tego budzi śmiech i rozbawienie. Jego postać jest tragiczno-komiczna.
DOBRY MOTYW
Jest ich co najmniej trzy. Postać mordercy, fragmenty mrocznego filmu i wydarzenia, jakie miały miejsce podczas projekcji (ocierające się niemal o okultyzm). Na uwagę zasługuje również efekt komediowy (z fikcyjnymi starymi horrorami wyświetlanymi na ekranie, np. ten o wielkim komarze), który nadaje produkcji pewnej groteskowości.
CO NIE WYSZŁO?
Chaos. Milion pomysłów w jednym filmie. Miałam wrażenie, że twórcy nie mogli się zdecydować, jaki motyw wysunąć na pierwszy plan. Mamy zatem psychopatycznego mordercę, który raczej śmieszy niż przeraża, maski (naprawdę głupi, fantastyczny motyw), niedopowiedzenie w kwestii reżysera, który zamordował żonę w czasie seansu swojego filmu (nie wiemy do końca, o co mu chodziło, praktykował jakiś kult?), dziwny wybór tytułu (polski lektor tłumaczy go jako Prażona kukurydza). Już sam tytuł określa pewną kategorię, w jakiej zawrze się film. Z pewnością nie sugeruje, że będzie to horror z prawdziwego zdarzenia.
PRZEMYŚLENIA
Oto jak można stworzyć mordercę-szaleńca o ohydnej twarzy, który bawi publiczność. I jak obedrzeć horror z horroru nadając mu klimat trochę krwawej komedii. Do mnie takie zabiegi nie przemawiają. Tym bardziej, że nie była to żadna parodia horroru. Jestem pewna, że twórcy stawiali na to, by tego widza jednak przestraszyć, co w Popcornie było prawie niemożliwe. Ale tu kłania się amerykańskie kino wczesnych lat 90. Grupa napalonych, żądnych wrażeń nastolatków to dobry i często stosowany schemat do luźnego wakacyjnego horroru.
KOMU SPODOBA SIĘ TEN FILM?
Osobom, które lubią luźne, mało wymagające amerykańskie horrorki. W tle z mordercą-psychopatą, który morduje studentów college'u. Znajdzie się również coś dla fascynatów klimatu kinowego.
* okładka na górze wpisu: Filmweb
** zdjęcia wewnątrz wpisu: Print Screeny z filmu 