Leprechaun | Karzeł 1993

Leprechaun
(tłum. Karzeł)
rok premiery: 1993
produkcja: USA
reżyseria: Mark Jones
scenariusz: Mark Jones
gatunek: horror, czarna komedia

moja ocena: 8/10

Ten początek. Stukot butów. Nigdy nie zapomnę tego początku, gdy z prześwitu światła wyłaniają się jego zarysy... Jego pasiaste pończochy, buty z wielkimi klamrami, kapelusz. Uwielbiam ten moment, gdy ta pokraczna, niekształtna sylwetka schodzi po schodach, a na samym dole piwnicy czeka na niego garniec złota. Garniec złota na końcu tęczy. Odgłos monet, w które zanurza swoje pazury. I ten przeraźliwy głos.

"Who steals me gold won't live through the night..."

Według mitologii irlandzkiej leprechaun (org. leipreachán) był skrzatem zamieszkującym zielone tereny Irlandii. Wciąż palił fajkę, nosił charakterystyczny kapelusz, pończochy i buty ze srebrnymi klamrami; lubił słuchać skocznej irlandzkiej muzyki i płatać figle. Takiego leprechauna niezwykle trudno było spotkać na swojej drodze, gdyż wiódł życie samotnika. Wiedział za to, gdzie poszukiwać ukrytych skarbów, ale jeśli tylko jakiemuś człowiekowi udało się odkryć tajemną skrytkę leprechauna, ten robił wszystko (doprawdy?), byle nie oddać nikomu swoich kosztowności (stąd powiedzenie, że garnce złota skrzata leżą po drugiej stronie tęczy)*.

ZARYS FABUŁY
Tytułowego karła poznajemy już na samym początku i od razu dowiadujemy się, o co mu właściwie chodzi. Ale żeby nie odbierać Wam najlepszego, przeskoczę sobie 10 lat, czyli do czasów, w których dzieje się akcja filmu. Młoda dziewczyna (Jennifer Aniston) ma spędzić lato z ojcem, w remontowanym przez niego domu w Północnej Dakocie. Jest rozkapryszoną, przyzwyczajoną do luksusów panienką, która boi się ciemności i pająków, ale gdy tylko poznaje jednego z młodych robotników zatrudnionych przez ojca, pomysł spędzenia w tym miejscu wakacji od razu zaczyna jej się podobać. Już tego samego dnia odnajdują w piwnicy tajemnicze pudło, należące do poprzedniego właściciela domu. Na pudle leży uschnięta czterolistna koniczynka. Nie wiedzą, że to, co od lat siedzi w środku, niedługo zacznie czyhać na ich życie. Oczywiście nie bez powodu.




CZEGO SIĘ BAŁAM?
Karła, rzecz jasna. Jego całej postaci, jego głosu, a zwłaszcza tego, co robił ze swoimi ofiarami. I tutaj nie ma co liczyć na jakąś łagodną konwencję. Karzeł, który wygląda jak wyjęty z jakiejś straszliwej bajki, nie ma żadnych skrupułów. Pozazdrościłby mu niejeden zwyrodniały morderca z tych wszystkich słynnych produkcji dla ludzi o mocnych nerwach. Karzeł robi wrażenie. Atmosfera piwnicy robi wrażenie. A zaraz potem ten jego śpiew. Wsłuchiwałam się czasem w ciszę mieszkania i byłam pewna, że jak usłyszę śpiew dziecka, to oszaleję. Bo to zwiastowałoby nadejście karła!

ŚWIETNY MOTYW
Oparcie fabuły na folklorze irlandzkim, a poprzez to pewne ubaśniowienie. Karzeł mający obsesję na punkcie czyszczenia butów. W sumie zabawna postać. Motyw z czterolistną koniczynką działa na wyobraźnię i powtórzę się, mówiąc o silnym wpływie, jaki Karzeł wywarł na moje życie – niejeden raz (jako dziecko) szukałam czterolistnych koniczyn, bynajmniej nie "na szczęście", a "na wszelki wypadek". W pewnym momencie miałam ich aż siedem, a teraz (biada mi!) nie wiem, gdzie się podziały. Ale garnców złota również nie widzę, więc na razie jestem bezpieczna.
      
CO NIE WYSZŁO?
Średnia gra aktorska, ale bardziej chyba pewna naiwność scen, która sprawiała, że niektóre z nich przypominały niemal kino familijne!

PRZEMYŚLENIA
Każdego z nas straszą zupełnie inne rzeczy i pewnie, gdyby Karzeł nie stał się ikoną mojego dzieciństwa, nie uważałabym, że film ze skrzatem-mordercą w roli głównej jest godny jakiejś większej uwagi. A jednak. Mnie straszą ciemne piwnice, tajemnicze pudła, odgłosy, przemykające cienie i przekonanie, że coś się czai za moimi plecami i wyskoczy na mnie z ciemnego zaułka. Boję się potworów bardziej niż duchów. Ale ludzi bardziej niż potworów (bo często okazują się większymi potworami niż taki leprechaun). Gdy po wielu latach ponownie obejrzałam Karła, już jako osoba dorosła, nie odczułam tego mrocznego, tajemnego strachu, jaki czuje dziecko siedzące na podłodze w dużym pokoju. Czułam raczej obrzydzenie (bo Karzeł bywa obrzydliwy) i rozbawienie schematycznością i idiotyzmem postaci. Jednak w głowie zachował się symbol okropnego karła i cieszę się, że do tej pory nie chce z niej wyjść. Dobrze mieć takie ikony dzieciństwa, takie odnośniki, coś, co nas trzyma przy naszych przekonaniach i sprawia, że tak do końca się nie zmieniamy.

KOMU SPODOBA SIĘ TEN FILM?
Z pewnością osobom, które boją się karłów (tak jak ja). No i piwnic. Tym, które lubią powiązania horrorów z legendami, a także tym, które pałają sentymentem do filmów z lat 90. i nie gardzą elementami czarnej komedii. Nie polecę filmu dzieciom, choć sama oglądałam go jako dziecko. Zdając sobie sprawę z tego, że pamięć jest wybiórcza, nie dziwię się już, że nie pamiętałam tych najbardziej krwawych momentów. Jednak nie ma pewności jak taka "bajka" wpłynie na co wrażliwszego widza. Dlatego Karła odradzam również osobom, które nie lubią naturalistycznych, krwawych scen, bo wierzcie mi, karzeł się nie patyczkuje (dobra, teraz już się martwię; gdzie jest moja koniczyna?!).


 


* źródło: Wikipedia
** okładka na górze wpisu: Filmweb
*** zdjęcie wewnątrz wpisu: Print Screen z filmu