Silver Bullet
(tłum. Srebrna kula)
rok premiery: 1985
produkcja: USA
reżyseria: Daniel Attias
scenariusz: Stephen King
gatunek: horror
/ na podstawie powieści "Rok Wilkołaka" Stephena Kinga
moja ocena: 7/10
Nie jestem pewna, czy tak łatwo o dobry film o wilkołaku, który to naprawdę straszy, nie wywołując przy tym uśmiechu pobłażania. Z jednej strony mamy sprawdzony i efektowny, z drugiej dość oklepany motyw — jak to bywa w przypadku słynnych bohaterów-potworów. Jest jednak rok 1985, a w przypadku Kinga nawet przeciętny pomysł ma szansę rozwinąć się w rasowy horror. W istocie Silver Bullet to niezwykle udana produkcja nosząca cechy horrorów z tamtych lat, o wspaniale mrocznym klimacie, z zaskakującą obsadą, jak i wieloma smaczkami, dzięki którym trudno oderwać się od oglądania (ciekawa — i podejrzana! — postać wujka, opuszczony most, motocykl Marty'ego, czy scena w kościele). Należy jednak mieć na uwadze, że film nosi brzemię tzw. horroru niedzielnego, przy którym można spokojnie obejrzeć obiad i pograć w Scrabble. A przy okazji trochę się pobać, bo jest czego!





Ciemnej nocy, mgły i czyhającej wśród traw bestii. Silver Bullet miał straszyć prostym motywem i w zasadzie mu się to udało. Postać morderczego stwora, wszechobecne poczucie zagrożenia, pełnia księżyca. To wszystko miało prawo zadziałać.
CO NIE WYSZŁO?
** zdjęcia wewnątrz wpisu: Print Screeny z filmu
